Po przyjrzeniu się temu, co jadłaś przez ostatni tydzień, naturalnym odruchem będzie chęć nagrodzenia się i odpoczynku od diety. Jednak lekkie poluzowanie, może doprowadzić do całkowitej utraty kontroli nad dietą. Jej efekty będą wtedy mniej widoczne, gdyż na skutek rozregulowania metabolizmu pojawi się efekt jo-jo. Robienie dwóch kroków w przód i jednego w tył może doprowadzić do frustracji i zniechęcenia, a w efekcie do porzucenia diety.
Piątek: Happy Hour po pracy
Jest piątek wieczór, a ty masz ochotę na zabawę i relaks. Ale im więcej pijesz, tym więcej jesz. Alkohol bowiem sprawia, że czujesz głód na skutek obniżenia poziomu cukru we krwi.
Najlepiej jeśli ograniczysz się do jednego drinka, a przez resztę wieczoru zamiast kalorycznego piwa i wina będziesz piła napoje light.
Napoje zamawiaj sama. Zrzucając się na dzbanek Margarity lub butelkę wina wspólnie z przyjaciółmi utrudni ci kontrę nad ilością wypijanego alkoholu. Bo jak tu się pilnować kiedy przyjaciele dbają o to aby twój kieliszek nigdy nie był pusty?
Sobota: Podjadanie w domu
W leniwe soboty, kiedy zostajesz w domu jedzenie jest twoim sposobem na walkę z nudą.
Zalegasz przed telewizorem lub rozsiadasz się z książką na fotelu, a obok soi talerzyk z ciastkami lub tabliczka ulubionej czekolady. Kiedy jesteś zaaferowana czytaniem lub oglądaniem telewizji, twój mózg nie skupia się na jedzeniu. Możesz wtedy zjeść więcej niż miałaś na to ochotę nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Aby przerwać to bezmyślne jedzenie, najlepiej wstać i iść do kuchni, aby zjeść coś pożywnego. Wtedy przestaniesz zapychać się niezdrowymi przekąskami, po których i tak głód nie mija.
Najlepiej nakarmić żołądek kanapką z chleba pełnoziarnistego z plastrem sera, twarogu lub kawałkiem pieczonego indyka. Do tego kilka plastrów sałaty, pomidor, a do przegryzania kilka marchewek.
Sobotni wieczór: Przyjęcie u znajomych
Będąc gościem w czyimś domu masz dylemat, gdyż z jednej strony chcesz trzymać dietę, a z drugiej nie chcesz urazić gospodarzy. Nie tylko masz zero kontroli nad menu, ale również musisz wykazać się nie lada asertywnością, gdyż niektóre panie domu nie znają słowa ,,nie”.
To może być silna pokusa i okazja do przejedzenia się, zwłaszcza, że dookoła panuje atmosfera fety, a kolacja jest serwowana późno wieczorem.
Co prawda nie jesz zgodnie z harmonogramem, ale to jeszcze nie powód, żeby się poddawać. Masz przecież kontrolę nad tym, co nałożysz na talerz. Zamiast kanapek z wieloma kalorycznymi dodatkami, możesz wybrać sałatkę. Zielone liście sałaty skutecznie zapełnią twój talerz i będziesz miała wymówkę, że nie masz już miejsca na porcję lasagne.
Niedziela: Królewski brunch
W tygodniu, śniadanie jesz zazwyczaj w pośpiechu i z reguły nie dostarczasz wraz z nim więcej niż 300 kcal.
Jeśli wybierasz się na brunch, postaraj się, aby nie był on pierwszym posiłkiem tego dnia. Potraktuj go jako lunch. Jeśli będziesz czekać z jedzeniem do późnych godzin porannych, będziesz bardzo głodna i zjesz znacznie więcej niż zazwyczaj. Aby zapobiec gwałtownemu spadkowi cukru we krwi, zjedz lekki posiłek tuż przed brunchem. Może to być np. jogurt naturalny posypany jagodami i migdałami w plasterkach.
Niedzielny wieczór: Oglądanie filmów do późna
Jest środek nocy, a ty zamiast spać myszkujesz w kuchni. Jesteś już mniej więcej cztery godziny po kolacji, więc nic dziwnego, że twoje ciało potrzebuje szybkiego zastrzyku energii.
Kiedy masz ochotę coś pogryźć, niech to będzie marchew, jabłko lub gruszka, a nie popcorn z mikrofalówki. Te warzywa i owoce chrupią podobnie jak chipsy czy paluszki, a dostarczają znacznie mniej kalorii.
dietetyk Agnieszka Kopacz
mail: agnieszka@kalorynka.pl